noisyhope
"Ludzkie oczy mówią czasem gorsze rzeczy niż usta" 2011-02-03

Staram się nie jeść, nie płakać, staram się udawać, że wszystko jest ok, że to tylko zmęczenie...


Chcę po prostu zasnąć i ciągle być w swoim śnie.






Nie będzie mądrej notki.


 


... 2011-02-02

Życie jest jedną wielką niewiadomą, to nawet nie jest zagadka, to coś nierozwikłanego...




Noisyhope nie będzie dziś pisać. Nie może. Siedzi patrząc w monitor i z całych sił stara się nie płakać, co kompletnie nie wychodzi. 


Tak, to ja...








Pozdrawiam


Zaplanować 2011-01-28


Hej, ho, witam!


Jak mija kończący się już styczeń?


U mnie szybko, nawet trochę za szybko, zwłaszcza że kończą mi się ferie. Spędziłam je w domu, odwiedzając szkołę, ponieważ miałam próby do przedstawienia. Zaliczyłam jedną dużą imprezę, do tego 4 bardzo fajne spotkania towarzyskie i spędzanie czasu z Moim. Generalnie jestem zadowolona z tegorocznego siedzenia w domu. 


Dziś będzie o planach, marzeniach, układaniu przyszłości.


Jak wiadomo, każdy ma jakieś wyobrażenie o swoim życiu, generalnie lubimy mieć jakieś wyobrażenie o czymś. Poznajemy kogoś i zastanawiamy się nad przebiegiem naszej znajomości z tą osobą. Nie wiedząc, co przyniesie los, usiłujemy podjąć decyzje, co do tego, co dopiero ma nastąpić, nie wiedząc jak sprawy się potoczą.


Nasza wyobraźnia oraz umysł tworzą obrazy życia codziennego, jak będzie wyglądać następny tydzień, czy wakacje.  Marzymy o tym, by coś zrobić, zobaczyć.


Planujemy samodzielnie, w parach i grupach. Snujemy te dalekosiężne plany,  w oparciu o teraźniejszość, jednocześnie zapominając, że to nie my jesteśmy panami świata. Nasza wizja idealnej przyszłości niestety bywa daleka od późniejszej rzeczywistości.


Należy uważać z tym pisaniem scenariusza, bo rozczarowanie boli, cholernie boli.  Dowodów w cale nie trzeba długo szukać, wystarczy się rozglądnąć. Ile razy coś poszło nie tak jak myśleliście, że będzie?


Z układaniem przyszłości trzeba być ostrożnym, zwłaszcza gdy nie dotyczy ona tylko nas samych. Ot, przykład, paroletni związek młodych ludzi, zapewnienia i realne przedstawianie marzeń o wspólnym mieszkaniu na studiach, stworzenie podziału obowiązków, absolutna pewność, co do tego co i jak. Czas leci, dziś ta sama para ludzi mijając się nie myśli o planach, chyba że z ukłuciem żalu, chcą przejść obok siebie, nie widząc się.  Takich historii jest nieskończenie wiele.


 


Nie wiem jak Wy, ale ja boję się tworzenia przyszłości, za dużym ryzykiem jest, przyzwyczajanie się do jakiejś wizji, która może w ogóle nie stać się rzeczywistością.


 


 


Pozdrawiam 



Kłamstwo 2011-01-27

Witam, z kubkiem kawy, w niby zimowy, szary dzień. 


Mimo zmęczenia, w zasadzie śpię na siedząco, witam Was z uśmiechem i optymizmem.




Dziś, tak na kolejny dobry początek, mam nadzieję, poruszę temat dotyczący każdego Homo sapiens. 


Kłamać, kłamstwo, kłamczuch jakże często się z tym spotykamy! Nie mówię, że dziś, bo występuje ono od zawsze i nie jest jakąś nową chorobą cywilizacyjną XXI wieku. 


Ludzie jakoś tak mają, że lubią ubarwiać historię, a więc Kowalski z wczasów pod gruszą, przed sąsiadem tworzy: dziesięciogwiazdkowy hotel, tłum nagich blondynek z obfitym biustem przy basenie, zalewanie się najdroższymi trunkami co wieczór. Kowalski chętnie pokazałby liczne zdjęcia z urlopu, ale niestety! pech chciał, że karta pamięci została uszkodzona i nie ma żadnych dowodów, tj, pamiątek. 


Kłamstwa są różne, duże, małe, kwadratowe i podłużne. Jedne mają zaskakująco krótkie nogi, inne ciągną się latami. 


Mamy też w zwyczaju kłamać pożytecznie, dlaczego niby martwić rodziców i mówić im, że idzie się na dyskotekę? Pewnie dlatego, iż nie pozwoliliby wyjść z domu, dlatego też rozsądniej jest powiedzieć, ze idzie się do koleżanki na noc. 


Czasami jedynie kłamstwo nas ratuje, aby uniknąć konsekwencji, po co przyznawać się do błędu, jeśli można iść w zaparte i uniewinniać się.




Aczkolwiek, jak wiadomo, nic nie jest ani czarne, ani białe. Kłamstwo także bywa pozytywne, gdy nie chcemy kogoś ranić, gdy musimy zachować jakieś pozory, tak ono takźe się przydaje w aspekcie bardziej dobrym niż złym.




Sądzę, że ważne jest, by rozgraniczyć w jakiej kwestii można skłamać trochę, w jakiej w ogółe, a w jakiej całkowicie. Należałoby również zwrócić uwagę kogo okłamujemy, bo kiedy coś wyjdzie na jaw, można stracić bardzo bliską osobę, w zasadzie na własne życzenie. Ludzie mają pokrętną naturę, z jednej strony okłamują, z drugiej żądają szczerości. Kłamiąc przydałoby się mieć dobrą pamięć, co by się samu nie wkopać nagle ujawniając przed odbiorcą prawdy. 




Jeśli o mnie chodzi, to tak, kłamię. Raz więcej, a raz mniej. Kiedyś ciągle kłamałam, ale nauczyłam się, że z prawdą też można żyć. Przede wszystkim nie okłamuję w sprawach ważnych, zwracam też uwagę co, do kogo mówię. Są osoby, które mogłabym ciągle okłamywać, osoby które czasami okłamuję lub bardzo rzadko, znajdzie się też ktoś, kogo nigdy nie okłamuję. 




A Wy? Jak u Was z kłamstwem?






Pozdrawiam 




Jakby witam 2011-01-24

Cześć.




Znów do Was piszę po wielkiej przerwie. Właściwie nie wiem, co miałabym Wam powiedzieć. Może co u mnie? Może jakieś nowe spostrzeżenia? A może nic, bo już nie zaglądacie, prawdopodobnie słusznie, bo ileż razy można zerkać, czy niesystematyczna i leniwa Noisyhope coś nabazgrała na klawiaturze(?).


Brakuje mi pisania tu. Myśli, że może ktoś chce sprawdzić, czy pojawiła się notka. Brakuje mi także czasu, za dużo zmęczenia, za mało obserwacji otoczenia, które chwilami mnie odrzuca. Brak bodźca. 




Wiecie, samotność skłania nas do różnych rzeczy, są to próby zakłócenia pragnień, wypełnianie pustki, oderwanie się od tego oko w oko-ze sobą. Nigdy nie powiedziałabym, że radość i szczęście obudzą we mnie uczucie zagubienia, zatracenia czegoś. Być może to tak właśnie jest, wszystko potrafi zmienić coś w nas, duszach, sercach, rozumach, czy jak kto woli.




Noisyhope, znów trochę inna niż na początku...




Pozdrawiam 


Zły dzień i depresja-jesienny stan 2010-09-23

Dziś witam z mojego dużego łóżka, a wraz ze mną wita przeziębienie, towarzyszące mi od poniedziałku.




Cieszę się, że w końcu ktoś wypowiedział się n/t ostatniej notki, Dulcyneo, Pospolita, dziękuję Wam :)


Tak Dulcyneo, masz rację jest to sprawa normalna i naturalna, dlatego kobiety nie powinny bać się mówić, o tym jak im cudownie samym ze sobą.




A teraz zarzucę notkę o wydobywaniu siły z siebie.


Czy tego chcemy, czy też nie, nadchodzą jesienne, nie koniecznie piękne dni. Zrobi się szaro i ponuro i świat będzie wydawać się jeszcze bardziej okropnym niż jest (a może dopiero wtedy będzie wyglądać na taki jaki jest na prawdę?). Do tego wszystkiego dochodzi stres związany ze szkołą i nauką oraz pracą, czyli generalne zabieganie z niewymierną ilością odpoczynku. 


Pośród tych wszystkich czynników jest człowiek- istota jakże niedoskonała, która wskutek tej szarej masy pogrąża się w staniu bez-humoru. W zależności od typu człowieka bez-humor, sprawia, że jesteśmy po prostu nie w sosie lub pogrążamy się w depresji.


Pierwszy wariant często szybko ustępuje i w zasadzie nie jest groźny, bo każdy może mieć gorszy dzień. Tak, więc marudzimy,wszystko leci nam z rąk, nie chce się myśleć, a co dopiero uczyć/pracować. W takie dni, komórkę wkładamy do lodówki, a w szkole znajdujemy widelec w plecaku.


Natomiast depresja, mająca działania destrukcyjne jest o wiele gorszym wrogiem. Jak wiadomo może przynieść stałe wahania nastrojów, co znacznie utrudnia kontakt z innymi, a także z samym sobą. Niestety, ta paskuda ma to do siebie, że często obrzydza człowiekowi jego samego. Załamuje się samoocena i wiara w siebie. Dopatrujemy się w nas samych demonów zła, obwiniając za każde niepowodzenie, a wtedy stłuczenie szklanki staje się międzynarodową tragedią. Snując się z kąta w kat, w ukryciu przed innymi rozgrzebują się stare rany i ożywają złe wspomnienia.




Lekarstwo?


Przypadek pierwszy- przeczekać i starać poprawić sobie ten trudny dzień.


Przypadek drugi- tu już gorzej. Gdy te smętne dni mnożą się stale i stale, trzeba działać. Najlepiej szukać pomocy u przyjaciół rodziny i rozmawiać, albo tylko mówić, a ktoś niech słucha. Rozwiązywać na bieżąco problemy, żeby potem w nich nie utonąć, a ktoś obiektywny zawsze może wskazać niewidzialne rozwiązanie. Do tego profilaktycznie można dorzucić coś, co się lubi. Ktoś kocha tańczyć, to po powrocie do domu włączyć coś i popląsać  chociaż 10min, wysiłek fizyczny także jak najbardziej, bo produkują się wtedy endorfiny, czyli hormony szczęścia. A może jakaś komedia, albo książka z ogromnym poczuciem humoru, tak wiem-brak czasu, ale warto go trochę wygospodarować w trosce o siebie. Przypominam, że czekolada także nas uszczęśliwia, a może jakieś ulubione jedzonko? Tylko uwaga! Nie wolno zajadać/zapijać/zapalać problemów!




Gdy jest źle możecie też wpaść do Noisyhope, bo ona lubi pomagać innym.


A jakie Wy macie sposoby na jesienną chandrę?




Pozdrawiam 




samozadowolenie, a rozmowa 2010-09-22

Jako że tematyka moich notek jest bardzo różna, w końcu świat jest wielobarwny a poglądy bardzo różne, dziś postanowiłam poruszyć temat związany z seksem/seksualnością.




Jak wiadomo faceci lubią się między sobą przechwalać, porównywać i wymieniać doświadczenia związane z seksem. Jest to dla nich naturalne i nie stanowi problemu, potrafią usiąść i debatować nad tym, jak zrobić dziewczynie dobrze- to tak dla przykładu. Rozmowy o zadowalaniu samych siebie, też są u nich na porządku dziennym.


Natomiast my kobiety (generalnie) traktujemy to nieco bardziej jako tabu. O ile wymiana zdań na temat: co i jak z facetem oraz ocenianie i porównywanie partnerów przechodzi przez gardło dość gładko, ba nawet jest ciekawym tematem, o tyle rozmowy o masturbacji, stanowią delikatny problem. Zauważyłam, że kobiety rozmawiając o seksie omijają temat samozadowolenia się. Tu rodzi się pytanie dlaczego? Wydaje mi się, że masturbacja jest dla kobiet bardziej intymna niż stosunek z partnerem. Wystarczy popatrzeć na dzisiejsze filmy/książki. Pełno jest tych o kobietach często zmieniających partnerów w sypialni, opisywane/pokazywane są stosunki, aczkolwiek o masturbacji jest cisza, ciągle jest to temat niewychodzący z kobiecych łazienek, łóżek, ustronnych miejsc. Zdanie:"Z Markiem szczytowałam dłużej niż z Kubą, ale za to Wojtek lepszy jest w minetach, choć i tak nic nie przebije zdolności Jacka, tak miniony tydzień był ciekawy." przechodzi kobiecie zdecydowanie lepiej przez gardło, niż:"A wiesz,  nudziłam się w pracy, więc poszłam do łazienki zrobić sobie dobrze.". Tylko co jest większym wstydem, niezliczona ilość facetów w łóżku, czy solowy orgazm? Kwestia punktu widzenia. 




Oczywiście mogę się mylić, nie przeczę, dlatego czekam na Wasze opinie.






Pozdrawiam 


Once again, po raz kolejny 2010-09-21

Witam :)


Całe wieki mnie nie było, pomimo tego, że miałam systematycznie pisać... po raz koejny, bo chyba już nie raz obiecywałam systematyczne pisanie.


Widzę, że namnożyło się nowych blogów, w wolnej chwili oczywiście przeglądne.




Generalnie rzadko powracam do porzuconych blogów, aczkolwiek o tym myślę czasami i powracam do niego. Bodajże w tamtym tygodniu zaczęłam pisać notkę, ale usunęłam, bo nie miałam czasu na skończenie jej.


Nie wiem, czy moi stali czytelnicy jeszcze tu czasami zaglądają, jeśli tak, to może znów będziecie mieć co poczytać, a nowych wchodzących zapraszam do czytania.


Jako że wcześniej pisząc zarzuciłam kilka osobiście dogłębnych notek, w tej, w ramach mam nadzieję powrotu, pochwalę się moim częściem! Mianowicie, od KtóregośTamSierpnia jestem w związku z CudownymFacetem. Z PanemCudownym znamy się od 3/4 lat i w  zasadzie od zawsze jakoś mnie do niego ciągnęło. O ile pamięć mnie nie myli, kiedyś upchnęłam go jakoś metaforycznie w notkę/notki. W tym miejscu powinnam opisywać, jaki jest cudowny oraz, że nie zasługuję na niego, ale ja uważam, iż zasługujemy obydwoje na siebie w 100....0%! Mogłabym rozpisać się teraz nad jego cechami pozytywnymi i niegatywnymi, aczkolwiek nie ma to większego sensu, bo nie chcę Was zanudzać.


Jestem szczęśliwa jak nigdy!


Ot, tyle wystarczy.




Aktualnie jestem chora i siedzę w domu. W zasadzie głównie leżę, bo mama nie pozwala mi łazić, gdyż "rozsiewam zarazki". Tak, wieć cholernie się nudzę w łóżku, mimo tego że czytam ksiażkę, ktora notabene wg mojej mamy i przyjaciółki jest bardzo perwersyjna i ostra, w takim razie mam jaką skrzywioną psychikę seksualną, gdyż nic nie zrobiło tam na mnie większego wrażenia, poza opisem stosunku, kiedy to główna bohaterka i aktualny partner  w trakcie stosunku mieli na siebie sikać. Aczkolwiek to było dla mnie obrzydliwe, a nie pikantne. Jeśli komuś się nudzi- "Przygoda na jedną noc"  Catherine Townsend, po lekturze proszę o podzielenie się opinią. Tak na marginesie dodam, że nie jestem jakąś wyuzdaną licealistą, co to, to nie. Osobiście chcę poczekać z seksem na tego jednego-jedynego.




Wracam do łóżka, będę myśleć o czym napisać kolejną notkę.






Pozdrawiam  


Znajomi sezonowi 2010-08-03

30notka, 85komentarzy i 1674odwiedziń. 


Dużo? Mało? Nie wiem. Ale uwielbiam ten dreszczyk, kiedy kieruję do Was jakieś pytanie, a potem widzę pod notką Wasz odzew. Dziękuję! 


Nieco statystycznie, ale chcę podziękować wszystkim włażącym i czytającym, jestem Wam strasznie wdzięczna.




Tą notką nawiążę nieco do poprzedniej, mam nadzieję, że nikt przez to nie uzna mnie za monotematyczną.


Jak wiadomo na świecie oprócz nas samych jest ogromna ilośc innych ludzi. Każdego dnia idąc ulicą, lecąc samolotem, wchodząc do starego zieleniaka, czy leżąc pod palmą, wszędzie możemy natknąć się na ludzi. Nie raz przechodzimy obok nich obojętnie, aczkolwiek bywa też tak, że my bądź oni, zdobywamy się na jakiś gest, czy słowo, coś co zapoczątkowuje znajomość.



Teraz wiele zależy od nas, ale nie tylko.



Gdy poznajemy kogoś mieszkającego w naszym mieście, to można powiedzieć, że sprawa jest banalna. Kiedy chcemy to się spotykamy, rozmawiamy i rozwijamy znajomość. Owszem, nie raz trzeba pokonać różne przeszkody, jak np. napięty plan dnia, bądź niechęć naszych znajomych do nowo poznanej osoby. Jak wiadomo dla chcącego nic trudnego i tu właściwie, wszystko zależy od nas i od tego, czy chcemy utrzymać znajomość.



Sprawy się komplikują, gdy poznajemy kogoś na wakacjach (sądzę, że jest to na temat dla uczących się, ale też dla wczasowiczów o każdej porze roku). Za granicą możemy poznać kogoś z tamtąd i wtedy robi się problem. Pozostaje nam jedynie kontakt poprzez internet, tudzież telefon, oczywiście jeśli bardzo się zaprzyjaźnimy, to można znajomość przenieść w coś bardziej realnego, jak np. wizyty w swoich krajach. Ale jest zdecydowanie trudniej.



Drugim wariantem jest poznanie za granicą kogoś z ojczyzny. Wiadomo, że świat mimo wszystko jest mały, spędzając wakacje pod palmą poznajemy świetnego rozmówce, rozmowy ciągną się bez końca, a tematów wciąż przybywa! Wszystko jest pięknie, cieszymy się jeszcze bardziej, że poznaliśmy kogoś takiego, aż nagle słodkie lenistwo się kończy. Oczywista wymiana namiarów itd. Potem kontakt często jest utrzymywany przez chwilkę, zaraz po powrocie i z większym lub mniejszym żalem stwierdzamy, że to na tyle. Bywa także tak, że znajomość trwa i trwa dlugie lata, a tematy do rozmów stale się rozmanżają. Pokonujemy wtedy tysiące kilometrów z jednego miasta do drugiego, po to żeby się spotkać i spędzić choć jeden dzień, z tą fantastyczną osobą, która tak dobrze nas rozumie.




Na pewno każdy z Was poznał kogoś takiego, więc pytam jak się to skończyło?


Czekam na Wasze doświadczenia związane z sezonowymi znajomymi.






Pozdrawiam  




Przywiązanie 2010-08-02

Cześć Wszystkim!




Obudziałam się dziś w chęcią napisania notki, którą właśnie realizuję, pomimo tego, że chce mi się spać i musiałam czekać na dostęp do komputera przez 1,5.




Przywiązujecie się bardziej do miejsc, czy do ludzi?


Teoterycznie jako osoba bezuczuciowa i egoistyczna powinnam być przywiązana wyłącznie do siebie. Aczkolwiek nigdy wszystko nie jest takie jakie chcielibyśmy żeby było. Uwielbiam poznawać nowych ludzi, zwłasza na wakacjach. Zawsze, gdy gdzieś wyjadę, pod koniec pobytu jestem jakoś bardziej zżyta z ludźmi, z którmi obcuję w danym miejscu. To nic, iż praktycznie w ogóle ich nie znam, że nie wiele z nimi rozmawiam i że oni jutro nie będą o mnie pamiętać. To wszystko jest nie ważne. Po prostu lubię tych ludzi, może ze względu na ogólne pozytywne wrażenia? Silne emocje zbliżają ludzi, więc może te pozytywne też tak działają!? A już najbardziej nie lubię bliższych wakacyjnych kontaktów, uściślę to. Mianowicie wakacyjny romans, jest na wakacje, nie po to żeby nim żyć cały następny rok, bo to tylko chwilowa zabawa "just for fun!", aczkolwiek inaczej jest z wakacyjnymi jakby przyjaciółmi, tudzież towarzyszami rozmów (jak zwał, tak zwał). Jestem osobą, która generalnie uwielbiam ludzi z którymi mam o czym porozmawiać (są to ludzie z jakimiś pasjami, zainteresowaniami, kreatywni, inteligentni itp. itd.) i jak już poznam kogoś takiego w czasie wakacji, to potem w szarej codzienności brakuje mi takich rozmówców, z którmi można poruszyć tematy z życia codziennego, ale także nakreślić swoje marzenia, omówić jakieś pomysły, podzielić się szalonymi wizjami.




A jeśli chodzi o miejsca...


Strasznie trudno przychodzi mi rozstanie z moim domem. Spędziłam w nim 10lat, od 7 do 17 roku życia i teraz mam go tak po prostu zostawić.. Tyle się tu wydarzyło, te ściany tak wiele razy były świadkiem przeróżnych wydarzeń z moim udziałem. Już niedługo będę musiała opuścić swoje kąty nie oglądając się za siebie. Przyzwyczajam się także do miejsc, w których po prostu dobrze się czuję. Tak dla przykładu, uwielbiam hotele, mogłabym w nich mieszkać, a po wyjeździe z każdego rozpaczać, że muszę go opuścić. Sama nie wiem dlaczego tak jest, ale nawet za tymi najokropniejszymi miejscami, w których miałam okazję spędzić dzień lub dni kilka po prostu tęsknię, tęsknię za specyficznym zapachem, dziwnym wystrojem i mankamentami, jak np. odpadająca rama okna, czy dziurawa podłoga.




Reasumując jestem zbyt sentymentalna.




A Wy? Czy przywiązujecie się bardziej do miejsc, czy ludzi? Być może jest ktoś, kto także posiada w sobie sentymentalnego potworka?


Jak zawsze czekam na Wasze zdanie!


 


 


Pozdrawiam ♥ 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]